Kicks John Deacon

Chwiejny język

„Kicks” czerwiec 1982 r.

Dave Rimmer

tłumaczenie: Crowley
Jaki jest sens robienia wywiadów z Queen? „Tak naprawdę nie wiem” – mówi Dave Rimmer.

Czekaliśmy w pokoju Danby, w hotelu Dragonara w Leeds. Cztery piętra niżej kilku wielbicieli Queen rozproszyło się w oczekiwaniu, ściskając książki do podpisu. Tutaj, na górze w pokoju stoi tylko duży stół konferencyjny, zastawiony szklankami i kieliszkami. Przywołuje to mgliste wspomnienia frustrujących rozmów kwalifikacyjnych mających na celu zdobycie frustrujących zawodów.
Gdy tylko basista Queen, John Deacon, wchodzi do pokoju, nie mogę się oprzeć pokusie – wstaję i podaję mu rękę:
„Dzień dobry, panie Deacon. Co sprawia, że czuje się pan odpowiedni na to stanowisko?”
Deacon uśmiecha się nerwowo i wymienia spojrzenia z ochroniarzem. Jego ochroniarz, który jak się później dowiemy, ma na imię Wally, wpatruje się intensywnie przed odejściem w róg pokoju. Czemu przyszedł z ochroniarzem? Chcemy tylko pogadać.

Cóż, w rzeczy samej, nawet nie chcieliśmy gadać. Po dotarciu do Leeds i zobaczeniu występu Queen dla 30 000 machających głowami fanów na stadionie piłkarskim Elland Road publicysta Queen powiedział nam: „Możecie zrobić wywiad”.
Jaki wywiad?
„Zrozumcie, już mu o tym powiedziałem. Teraz musicie zrobić wywiad”.
Cóż, a to dobre. Po jednym lub dwóch drinkach, niektóre wątpliwości zostają rozwiane: „To on jest mózgiem zespołu” –  poinformował mnie naczelny publicysta. „Zdecydowanie mózgiem”.
Mózg usadowił się naprzeciw mnie. Deacon jest trzydziestolatkiem, ma krótkie, czarne włosy, nosi koszulkę. Nie spojrzałbyś na niego dwukrotnie na ulicy. Za kilka godzin, te 30 000 ludzi będzie wariować pod wpływem każdego jego ruchu.
Deacon okazuje się zamkniętym w sobie koleżką – nieśmiałym, mówiącym cicho, nawijającym bezcelowo o czymś wyjątkowo nieszczególnym, tudzież wzruszającym ramionami i mamroczącym:
„Tak naprawdę to nie wiem” na większość moich pytań.
„To było ciekawe doświadczenie” – ów tekst okazuje się  jednym z jego ulubionych wyrażeń. Tylko tyle ma do powiedzenia na temat trasy po Ameryce Łacińskiej. Tak mówi także o pierwszym od sześciu lat występie Queen w programie „Top of the Pops”.
Zastanawiam się, czy po swoim sukcesie, zespół ma jeszcze jakieś ambicje?
„Bardziej indywidualnie, nie jako zespół”.
Jaka jest więc twoja?
„Tak naprawdę to nie wiem… Znaleźć coś do roboty poza graniem w zespole”.
John jest jednak zainteresowany w „wypróbowywaniu tych wszystkich nowych rzeczy” typu automaty perkusyjne.
Ile pieniędzy jest wart?
„Tak naprawdę to nie wiem… Całkiem sporo”.
Mimo, że wiele materiału Queen, jak Another One Bites the Dust czy Body Language przepełnione jest stylem disco, czy ten zespół można nadal nazywać rockowym?
„Tak naprawdę to nie wiem… W sensie koncertowym, pewnie tak” – wydaje się zakłopotany, że większości nowych piosenek jest „zbyt lekka, czy coś w tym stylu”.
Co cieszy go najbardziej?
„Tak naprawdę to nie wiem”.
Wygląda na to, że nie może się zdecydować, czy koncertowanie, czy praca w studio. Zapytałem bardzo ogólnie, ale mniejsza z tym.
Taki stan rzeczy może być frustrujący dla dziennikarza. Wkrótce jednak położę temu kres.
Oto nadchodzi moje przebojowe pytanie. Jesteście gotowi?
Biorąc pod uwagę fakt, że Queen przez te lata grali masowe koncerty, gdzie każdy z niewielu kontaktów z publicznością jest starannie wyreżyserowany, czy Deacon sądzi, że zespół zdaje sobie sprawę z tego, jakie są problemy współczesnej młodzieży?
„Tak naprawdę to nie wiem… Pewnie nie”.
Miałem zamiar zapytać, czy Deacona męczy fakt, że Brian May i Freddie Mercury wybijają się na pierwsza linię w zespole. Koniec końców nie męczyłem się tym – już znacie odpowiedź.